-Muszę lecieć, gdzie są moje rzeczy?- pyta w końcu Marek i podnosi się z fotela. -Nie wstawaj!- krzyk Joanny wbija go spowrotem w fotel. -Nie idź jeszcze, nic od Ciebie nie chcę, tylko siedź proszę w tym fotelu. - Joanna boi się, że jego obraz zniknie wraz z jego odejściem. -O co chodzi, nie będę tu siedział bez sensu- Marek podnosi się i znowu opada na fotel pod zadanym jej ręką ciosem. Skąd tu się wziął nóż?- Joanna patrzy zdziwiona, jak dobrze pasuje do jej dłoni. Nie miała pojęcia, że nóż tak łatwo wchodzi w człowieka. -Co Ty robisz, na Boga, Joaśka- Marek patrzy z przerażeniem w jej nieobecne oczy. -Ratunku!- krzyczy, widząc krew płynącą ze swojego brzucha. -Cicho- Joanna uderza go jeszcze raz by uciszyć jego krzyk, który może przywołac sąsiadów. -Cicho bądź- powtarza, choć on juz jest cicho, zsunął się bezwładnie z fotela i patrzy na nią, drżąc z przerażenia. -Nie bój się, nie zrobię Ci nic złego- Joanna zdejmuje koszulkę i na wszelki wypadek knebluje mu nią usta, podnosi go, sadza w fotelu, idzie do kuchni po sznurek, przywiązuje go, żeby nie mógł spaść ani uciec, idzie po koc i otula go nim troskliwie. -Kocham Cię- szepcze, całując jego czoło, jego oczy, jego delikatne dłonie, spoczywające bezwładnie na poręczach.
-I nie opuszczę Cię aż do śmierci...
Siada pod ścianą i patrzy, gotowa siedzieć tu do końca życia










just like you...
keep rockin hon...
loving you...
mmmuuuaaaccchhh!!!...
--
ketua paguyuban ~painkillerz
Poznałyśmy sie na deptaku w piatek ^^
Żmija Iwona...ta z jasnymi włosami
--
no one seems to care...
--
☆My mask of sanity is slippin' away.☆
Previous Page12Next Page